Żenująca i zasłużona porażka z Jaksonowem

Po dosyć udanym meczu ze Smolcem Polonii przyszło mierzyć się w środku tygodnia z Polonią Jaksonów w przełożonym meczu 16. kolejki wrocławskiej A-klasy. Do tej pory, z meczu na mecz notowaliśmy progres i mecz z Jaksonowem był idealnym spotkaniem by złapać wiatr w żagle i nabrać rozpędu oraz pewności siebie przed zbliżającymi się trudnymi meczami z Solną i Polonią Wrocław. Tym bardziej, że Jaksonów jest jednak drużyną, która, patrząc na tabelę, teoretycznie jest od nas gorsza. I być może właśnie to nas zgubiło.

Mecz zaczął się – tak jak już zdołaliśmy się przyzwyczaić – bardzo chaotycznie. Nasz środek pola zdecydowanie nie radził sobie z rozgrywaniem piłki, Jaksonów bardzo mądrze, nie podejmując zbędnego ryzyka, starał się przenosić piłkę bezpośrednio pod nasze pole karne oraz korzystał z dosyć mocno kozłującej na murawie piłki, wymuszając powtarzające się proste błędy. Już na początku meczu, po wybiciu futbolówki ze skraju pola karnego, nie umiemy skutecznie utrzymać się z przodu w jej posiadaniu, brakuje pokazywania się do gry i ruchu. Rywal tylko z tego korzysta, uruchamia podaniem pomocnika, który zupełnie nienaciskany, bardzo lekkim, ale celnym strzałem z półdystansu, wyprowadza Jaksonów na prowadzenie. Niestety gra Polonii dalej się nie klei a akcji bramkowych jest jak na lekarstwo. Co prawda Jaksonów też nie dochodzi do głosu, ale nie jest to raczej nasz szczyt ambicji. Jedyne okazje Polonii – choć bardzo klarowne – jak zwykle przyszły ze stałych fragmentów, gdy dwukrotnie niekryty Kowalczyk nie umie skierować piłki do siatki. Niestety nie umiemy też wykorzystać rzutu karnego podyktowanego za faul na Pięcie, który broni bramkarz Jaksonowa. Do przerwy 0-1.

Początek drugiej połowy stoi pod znakiem prób przejęcia środka pola. Trener Obudziński od razu decyduje się na zmianę i na murawie pojawiają się Wroński i Skrzypek, co skutkuje poprawą płynności w grze, nie na tyle jednak by było to zadowalające. Niestety zamiast skupiając się na piłce skupiamy się na dyskusjach z sędzią, który po podyktowaniu jednego rzutu karnego, niestety ewidentnie nie chciał dyktować kolejnego, mimo iż były ku temu co najmniej dwie dobre okazje. Sytuacja zmienia się natomiast gdy Jaksonów niespodziewanie podwyższa prowadzenie. Piłka przechodzi przez środek pola, trafia po raz kolejny do autora pierwszej bramki, ten oddaje niestety jeszcze gorszy strzał, który jednak znajduje drogę do siatki. 2-0. Dopiero ten gol zdecydowanie budzi Polonię, która zdaje sobie sprawę, że z dyskusji z arbitrem goli nie strzelimy. Jaksonów cofa się już zupełnie na własną połowę skupiając się głównie na wybiciach i szukaniu kontr, co jest zupełnie zrozumiałe i jest najlepszym możliwym wyborem w takiej sytuacji. Na szczęście piłka wreszcie zaczyna krążyć między zawodnikami, zaczynamy ze sobą grać, wychodzić do piłki i na pozycję, zawiązuje się jakaś gra kombinacyjna, choć cały czas trochę brakuje płynności. Ewidentnie widać teraz, że zmiany dużo dały, co zresztą udowadniamy w 75. minucie, kiedy po pięknym podaniu w uliczkę Wrońskiego, sam na sam z bramkarzem wychodzi Skrzypek i strzela kontaktowego gola. Wreszcie piękna akcja w wykonaniu Polonii. Niestety radość nie trwa długo. Kilka minut później, kiedy wydaje się, że druga bramka zaczyna być kwestią czasu, rzut rożny wywalcza Jaksonów. Piłka bita na długi słupek mija broniących zawodników, a niekryty rywal wybiegający z głębi pola, przepięknym wolejem z powietrza ustala wynik spotkania. 3-1 i drugi już gol w tej rundzie stracony po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na długi słupek.

Można powiedzieć, że Jaksonów miał trzy strzały i strzelił trzy gole (choć nie jest to do końca prawda), że gdybyśmy strzelili karnego to mecz potoczył by się inaczej, że mimo wszystko – jak zresztą napisał sam Jaksonów – mieliśmy przewagę, to prawda jest taka, że ciężko jest znaleźć powód, który sprawiałby, że zasłużyliśmy dzisiaj nawet na jeden punkt. Po pierwsze obydwa mecze z Jaksonowem gramy de facto na wyjeździe, po drugie nasze podejście do przeciwnika było co najmniej lekceważące, po trzecie zostały popełnione niestety błędy taktyczne, które odbiły się na wyniku, po czwarte gra po prostu nam się nie klei i po piąte znów gadamy z arbitrem zamiast skupiać się na grze.

Z resztą postawa arbitra zasługuje na osobny akapit, bo choć każdy może się mylić, a przegraliśmy zasłużenie, jednak są pewnie zachowania, które nie powinny być akceptowane. Mianowicie Pan Kamil Śmieszniak niestety zachowywał się jakby pozjadał wszystkie rozumy i zamiast tłumaczyć zawodnikom swoje decyzje, to tylko zaogniał atmosferę. Po tym jak Wroński chciał ściągnąć buta i pokazać ranę usłyszał: „możesz ściągnąć, bo i tak nie potrafisz grać”, a na pytanie czemu nie podyktował dosyć oczywistego karnego odpowiedział „i tak nie umiecie strzelać” oraz że „dostosował się poziomem do nas”. Niestety takie odzywki raczej nie studzą emocji, które potem poskutkowały żółtymi kartkami, a raczej świadczą, że Pan arbiter powinien przemyśleć swoje podejście do zawodu i chyba jest odrobinę niedojrzały. Takie zachowania, szczególnie dla osoby o roczniku 2000, są nieodpowiednie niezależnie od wieku. Tym bardziej że nie umie nawet poprawnie wpisać strzelca gola, jako że oficjalnie strzelcem gola został Obudziński… który pojawił się na murawie chwilę później. Chapeu bas.

Jaksonów zagrał z kolei mądrze, z zaangażowaniem i zasłużenie zdobył trzy punkty. Taki jest futbol, my musimy za to wyciągnąć wnioski, ponieważ taki występ nie może już się powtórzyć. Jeżeli mamy szukać natomiast jakichś pozytywów, to trzeba przyznać, że nie zrzucamy odpowiedzialności na siebie, nie demotywujemy się już na boisku i przegrywamy i wygrywamy jako drużyna. Jeśli coś ma się zmienić, to właśnie w takiej atmosferze, w końcu cała runda jeszcze przed nami. Polonia Hej!

Polonia Jaksonów 3-1 (1-0) Polonia Bielany Wrocławskie

skład Polonii: Wieczorek - Workiewicz, Duma, Dudek, Lewicki (75') - Mańturz (46'), Dróżdż, Kowalczyk - Pięta, Karczewski - Ośka (46')

rezerwowi: Wroński (46'), Skrzypek (46'), Obudziński (75')

bramki dla Polonii: Skrzypek