Weekend pełen sukcesów!

Opisu minionego meczu nie sposób nie zacząć od wydarzeń, które miały miejsce dzień wcześniej podczas meczu A-klasy. A raczej co się wtedy działo na trybunach. Otóż znany i lubiany Proszek, postanowił wybrać się na mecz swoich idoli z pierwszej drużyny, ale jak potem okazało się, bynajmniej nie by kibicować, ale ze szczwaną misją wkręcenia się do pierwszej drużyny. I wszystko spoko, niby po to jest B-klasa – żeby się wybić – problem, że chłop dotarł na Bielany już lekko wstawiony.

Nie wiem czy to efekt faktu, iż miał spotkać swojego idola Dumę (obaj mają ambicje zbliżyć się wagą do setki), czy jeszcze wcześniejszej imprezy, po której rano nie czuł się na siłach by walczyć z kacem napojami niealkoholowymi, w każdym razie język plątał mu się już na wejściu. Podczas meczu Proszi generalnie również nie odpuszczał i tak na pomeczowym grillu pełen odwagi przystąpił do realizacji zamierzonego planu rozmówienia się z trenerem Obudzińskim. Trener, litując się nad biednym Proszowskim, udzielił zgody przyjścia na trening A-klasy, niestety nie przewidział, że Proszi nie do końca kuma co się do niego mówi. Szczególnie w jego ówczesnym stanie. I tak z pozwolenia bezwarunkowego zrobiło się warunkowe. Na początku o ile jutro zagra, potem o ile strzeli gola a potem o ile strzeli trzy. Następnie wydarzenia postąpiły w jeszcze ciekawszym kierunku. Może napiszę tylko, że składały się na nie palety, drzemka, wózek sklepowy Ikei i Rafał w BMW serii 5. Co ciekawe nazajutrz Proszek podjął nawet próbę wstania na poranny mecz (11.00), niestety skończyło się na SMSach. I tak z gry w pierwszym zespole zrobiła się ława w drugim. W ogóle jak tak sobie myślę, to Proszek to jest jakieś archetyp B-klasy. Serio. Chłop zadebiutował w meczu, który zaczynaliśmy w siedmiu, jest w drużynie, dlatego że jest kolegą trenera, jest bardziej kwadratowy niż prostokąt, przyjmuje piłkę piszczelem, określa się mianem „tankowca” - bynajmniej nie przez swoją wyporność, jego frekwencja na meczach zbliża się ujemnej, a jak już gra, to po 30 minutach prosi o zmianę. To jest dopiero CV.

Co do meczu to naszym przeciwnikiem był Starter Gęsiniec, a właściwie „Lokalny Klub Sportowy Starter Orzeł Biały Kościół”, ponieważ Starter postanowił zabawić się w Amicę Wronki i zrobił fuzję z Białym Kościołem. Przy okazji ofiarą zmiany lokalizacji klubu rywala padł nasz prezes, który udał się za drużyną te 40 km w kierunku Strzelina, niestety przez pierwszą połowę pochłonęło go niezamierzone zwiedzanie Gęsińca zamiast Białego Kościoła. Podobno nawet znalazł tam coś ciekawego. My jednak w pełnym składzie minus jeden (pozdro Proszi) stawiliśmy się zwarci i gotowi. A trzeba przyznać, że ekipka była konkretna. 15 osób i to jakich! Bramkarz i boczny obrońca grali pierwszy mecz w życiu, ofensywny pomocnik wrócił z Erasmusa dwa razy cięższy, napastnik miał skręconą kostkę, a na ławce siedzieli goście, którzy zdecydowanie potrafią zmienić obraz meczu, ale tylko na niekorzyść. Ponadto oprócz długiej nazwy Starter długie miał również boisko. W sumie nawet spoko, bo było więcej miejsca, problem pojawił się, gdy około 15 minuty musieliśmy wybić piątkę. I tak oto bramkarz nie dokopał do połowy, drugi obrońca też nie, trzeci nie, pomocnik… nie. Także pierwsza połowa stanęła pod znakiem próby przekopania piątek. Boisko 1-0 Polonia. Po przerwie z boisko 1-0 zrobiło się Starter 1-0 i tak o to wszystko zaczęło się zgadzać. Nie zgadzało się tylko podejście Rozwada. Mianowicie chłop zapierniczał aż miło było patrzeć. Wtedy z niestandardowo wywalczonego rzutu rożnego zrobił się standardowy bilard w polu karnym i niespodziewanie z 1-0 zrobiło się 1-1. Borowski, który w przeciwieństwie do Rozwada siły ma na 10 minut, udowadnia, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać i strzela gola. W połączniu z faktami, że nie chciało mi się trafić w piłkę z 5 metrów, a napastnikowi gości wykończyć sytuacji sam na sam, mecz kończy się – uwaga, uwaga – punktem dla Polonii!!! Taka sztuka jeszcze nam się w tym sezonie nie udała, toteż smakuje on jak zwycięstwo!

Kolejnym sukcesem jest fakt, że udało nam się skroić szalik Gęsińca! Tzn. Startera Orzeł (Orła?) Biały Kościół. Gospodarze organizują na swojej stronie konkurs na wytypowanie wyniku meczu, a jako że nie wypada obstawiać w drugą stronę, a same wyniki, jak to w Serie B, są hokejowe, to ich kibice raczej sporadycznie wygrywają. Ta sztuka jednak udała się naszemu zawodnikowi, który inteligentnie obstawił remis i tak będziemy mieli nowy skalp do szatni!Proszek odwalony, punkt zdobyty, skalp zerwany. Polonia II Bielany nabiera tożsamości!