Szczęśliwa wygrana ze Spartą

W 11. kolejce wrocławskiej A-klasy, udaliśmy się na wyjazdowy mecz ze Spartą Wrocław, zajmującą ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem jednego punktu po 9 meczach. Sparta to rywal dobrze znany nam z B-klasy, z którym dwa lata temu wspólnie awansowaliśmy do wyższej klasy rozgrywkowej, Sparta z pierwszego, my z drugiego miejsca, jednak los przydzielił nas potem do innych grup. Wtedy Wrocławianom udało się dwukrotnie nas ograć (1-3, 1-0) i generalnie przeważnie to Sparta wychodziła górą z bezpośrednich pojedynków. Teraz znów mamy okazję dzielić ligę z naszym rywalem, jednak przyjeżdżaliśmy na GEM w roli nieznacznych faworytów tego pojedynku, biorąc pod uwagę obecną formę zespołu trenera Gomołyska.

Jak zawsze jednak to boisko weryfikuje oczekiwania i tak było i tym razem. Od początku meczu widać było, że to Spartanie walczą o utrzymanie i nie zamierzają odstawiać nogi i podawać punktów na tacy. Agresywny pressing zakładany już na trójce naszych obrońców, skutecznie uniemożliwiał im dokładne rozegranie, a również długie piłki posyłane na napastników cały czas padały łupem zawodników gospodarzy. Dodając do tego niedokładności nasilające się wraz z kolejnymi minutami, pierwsza połowa z minuty na minutę stawała się coraz bardziej jednostronna. O ile na początku meczu, po wrzutkach z rzutu wolnego, dwa razy groźnie strzelał Misiak, a raz po akcji Szałaj, to jednak z upływem minut przestaliśmy przenosić ciężar gry na połowę rywala i cały czas narażaliśmy się na ataki wrocławian. Sparta natomiast, choć próbowała dosyć niecelnych strzałów z dystansu oraz mimo kilku stałych fragmentów, które jednak nie były przeważnie dobrze wykonywane, stworzyła sobie dwie stuprocentowe sytuacje. Około trzydziestej minuty dobre podanie nad linią obrony dostaje wchodzący z drugiej linii skrzydłowy gospodarzy i stając oko w oko z Wieczorkiem, technicznym strzałem lobuje bezradnego bramkarza Bielan. Na szczęście dla nas sędzia boczny dosyć kontrowersyjnie podnosi chorągiewkę, sygnalizując spalonego, którego tak naprawdę mogło w tej sytuacji nie być. Kilka minut później groźną stratę w środku pola wykorzystuje natomiast napastnik rywala i mijając zdezorientowanych obrońców znajduje się w sytuacji sam na sam. Ma trochę czasu by podjąć decyzję i ostatecznie oddaje strzał po długim słupku. Jego intencje doskonale wyczuwa jednak Wieczorek, ratując nas wspaniałą interwencją przed stratą bramki.

W przerwie trener decyduje się od razu na trzy zmiany by pobudzić grę zespołu. Na boisku pojawiają się Żmijowski, Mańturz i Dudek, a po ostrej rozmowie w szatni nasza gra w drugiej połowie poprawia się, choć nie aż na tyle na ile byśmy chcieli. Zaczynamy przede wszystkim trochę lepiej wychodzić z pod pressingu Sparty i choć nie tworzymy bezpośredniego zagrożenia bramki, to odsuwamy ciężar gry bliżej koła środkowego, a i wrocławianie przestają już tworzyć sobie sytuacje bramkowe. Rezerwowi wnoszą potrzebną świeżość i zaangażowanie, skutecznie walcząc z zawodnikami rywala, co połączeniu ze słabnącą po początkowym pressingu Spartą, wyrównuje mecz. W 65’ minucie pada na szczęście natomiast dosyć kuriozalna i niespodziewana bramka, która daje nam prowadzenie. Mateusz Cieżak dośrodkowuje piłkę z rzutu rożnego, a ta mija pierwszą linię zawodników, bramkarza… i odbijając się od słupka wpada do bramki! 0-1! Teraz obraz gry jaki utrzymuje się całą drugą połowę, zdecydowanie nam pasuje. Sparta zaczyna bić głową w mur, a my próbujemy kontrować. Niestety w 75’ minucie ma miejsce spięcie, po którym wylatują z boiska zarówno zawodnik Polonii jak i Sparty. Rafał Obudziński prowadząc piłkę, jest atakowany nierozważnie od tyłu przez rozpędzonego rywala i upada na poważnie kontuzjowane dawniej kolano. Niestety naszemu zawodnikowi trochę puszczają w tej sytuacji nerwy i zarówno on za odepchnięcie, jak i zawodnik Sparty za faul, zostają odesłani z bezpośrednią czerwoną kartką do szatni. Grając 10 na 10 obraz meczu nie zmienia się jednak, a wręcz wydaje się, że wraz z odsłaniającą się drużyną z Wrocławia, prościej jest nam kontratakować. W końcowych minutach ładnie z obrońcą na plecach obraca się Huzarewicz i wybiega, tak jak zawodnik Sparty 45 minut wcześniej, sam na sam, jednak jego strzał mija dłuższy słupek bramki. Wrocławianie mają w tym czasie parę stałych fragmentów, jednak żaden z nich nie zmusza ostatecznie Wieczorka do ekwilibrystycznych interwencji. Do końca skutecznie się bronimy.

W ten sposób dosyć szczęśliwie odnosimy zwycięstwo i tak naprawdę największym pozytywem z tego meczu są trzy punkty, które zdecydowanie są ważne i zdecydowanie cieszą. Cieszy też wreszcie stosunkowo szybki powrót po kontuzji Pięty, gdy zdawało się, że już w tej rundzie Jakub nie zagra. Brawa też dla zespołu za walkę w drugiej połowie. Niedzielne spotkanie mogło jednak potoczyć się znacznie inaczej i musimy poprawić styl gry, jeżeli chcemy liczyć na korzystny wynik z Ambrozją. Teraz czas na wyciągnięcie wniosków, zabranie się do trenowania i za tydzień nowe rozdanie i szansa na pokazanie lepszego futbolu. To już trzeci mecz bez porażki, drugi zwycięski, potrzeba pracy by podtrzymać tą serię.

Sparta Wrocław 0-1 (0-0) Polonia Bielany Wrocławskie

skład Polonii: Wieczorek – Obudziński, Duma, Kur (46’) - Szałaj, Dróżdż, Cieżak, Huzarewicz(75’), Misiak – Malec (46’), Józak(70’)

rezerwowi: Żmijowski(46'), Mańturz (46’), Dudek (46’), Pięta(70'), Targoni(70’), R. Workiewicz

bramki dla Polonii: Cieżak