Świetnie zakończenie fenomenalnej rundy!

Przewodząc tabeli po niesamowitej wygranej 17-0 ze Spartą Miłcz, w ostatnich dwóch meczach rundy musieliśmy postawić kropkę nad „i”, zamykając pół roku pracy dwoma zwycięstwami. Przed nami stało niełatwe zadanie, bowiem w pierwszym z meczów w środę udawaliśmy się na trudny teren do Pietrzykowic, by na bardzo niesprzyjającym do gry piłką boisku, wywalczyć 3 punkty z grającą prosty, defensywny, ale efektywny futbol Pumą. Drugi mecz w sobotę to z kolei pojedynek ze świetnie grającą piłką Ambrozją Bogdaszowice, która wygrywając z nami na Bielanach, na 3 punkty zbliżałaby się do lidera i walki o awans. Na przestrzeni tygodnia do wykonania była konkretna praca, która mogła w dużej mierze zaprzepaścić ciężką pracę wykonaną w ostatnich kilku miesiącach.

Preludium przed Ambrozją – czyli mecz w Pietrzykowicach – zaczął się zgodnie z przewidywaniami – od prób forsowania defensywy Pumy. Gospodarze mieli na spotkanie konkretny plan opierający się na prostej grze na swojego napastnika i próbie wykorzystania dobrze bitych stałych fragmentów. Dzięki dobrej i konsekwentnej grze dosyć szybko – bo w 14. minucie – napoczynamy rywali za sprawą inteligentnego zachowania Pięty w polu karnym. Po szybkiej kontrze zastawiający się na skraju szesnastki Kuba jest w głupi sposób faulowany przez bocznego obrońcę Pietrzykowic i pewnie wykorzystuje podyktowany rzut karny. 1-0. Gdy wydaje się, że wszystko układa się po naszej myśli, pięć minut później jedną z pierwszych swoich sytuacji wykorzystują gospodarze. Wrzutka z rzutu wolnego z głębi pola, nieudane wybicie piłki na raty i zawodnik Pumy z 16 metrów pokonuje Wieczorka. 1-1. Po dobrej grze stracona bramka jest dużym rozczarowaniem, ale dalej nieustannie naciskamy i stwarzamy zagrożenie. Chernoschvets marnuje sytuację sam na sam, a Wroński nie jest w stanie zmieścić piłki w siatce z ostrego kąta. Swoje szanse na ma też Pucek po licznych rzutach rożnych. Ostatecznie sprawiedliwości staje się zadość w 33 minucie. Rzut wolny, wrzutka Cieżaka wprost na głowę Pięty, który mocnym strzałem głową po raz drugi daje nam prowadzenie. Atakujemy dalej, ale bez efektów bramkowych.

Świadomi, że jednobramkowa zaliczka może nie wystarczyć, po przerwie kontynuujemy ataki na bramkę Pietrzykowic. Strzelanie rozpoczyna absolutnie atomowym strzałem z około 25 metrów Machnik. Po takim strzale i przy wyniku 3-1 wydaje się, że jest już po meczu, jednak w grę wkrada się dekoncentracja. I tak minutę później Puma strzela bramkę kontaktową. Znów po rzucie wolnym i znów po bardzo słabym kryciu w naszym wykonaniu. Gol motywuje nas jednak do wytężonej pracy. W 64. minucie dobrą piłkę na skrzydło dostaje Wroński, dośrodkowuje do Cieżaka, a Mateusz głową kończy składną akcję. 4-2. Dwie minuty później Kowalczyk wypuszcza Machnika sam na sam i ten delikatnym lobem podwyższa prowadzenie na 5-2, teraz definitywnie zamykając mecz. W 80. minucie ma miejsce jeszcze jedna akcja Wrońskiego skrzydłem i tym razem do piłki dokłada nogę Inglot. 6-2. Bardzo ważna wygrana na bardzo trudnym do gry terenie dodatkowo w bardzo dobrym stylu. Tylko to krycie przy stałych fragmentach... do poprawy w meczu z Ambrozją. Dodatkowo dzięki remisowi LZS Osiek z Sokołem Smolec, do meczu z Bogdaszowicami przystępowaliśmy z gwarancją, że niezależnie od wyniku na koniec rundy będziemy jej liderem. Remis ten oznaczał też, że nasz sobotni rywal został właśnie nowym wiceliderem. Stawka była zatem wysoka.

Mimo dużej motywacji i gry na własnym boisku, pierwsze minuty pojedynku z zespołem Ambrozji przebiegały pod dyktando drużyny z Bogdaszowic, która lepiej weszła w mecz. Mieliśmy problemy z utrzymaniem się przy piłce, a Ambrozja umiejętnie rozgrywała piłkę. W ostatnich podaniach gościom brakowało jednak dokładności, toteż początkowa gra nie przełożyła się na wynik. Z minuty na minutę odnajdowaliśmy rytm i sposób na rywala, który nie radził sobie z długami piłkami. W powietrzu absolutnie panował Chernoschets, a Machnik i Kowalczyk mądrze zgarniali drugie piłki. Pierwszy gol pada jednak po dużej niefrasobliwości bramkarza Bogdaszowic. Naciskany przez Wrońskiego traci piłkę i ściąga Filipa na ziemię, ten jednak czubkiem buta odgrywa piłkę do Pięty, który mając przed sobą tylko bramkę z obrońcą na jej środku, daje nam prowadzenie precyzyjnym strzałem przy słupku. Pięć minut później Ambrozja jednak wyrównuje. Goście sprawnym rozgraniem piłki stwarzają sobie przewagę 2 na 1 na skrzydle i po dośrodkowaniu i zgraniu napastnika strzelają bramkę. 1-1. Kontynuujemy konsekwentną grę wykorzystującą świetnego w sobotę Artema i szybkie skrzydła. W pole karne wpada Wroński, łamie na lewą nogę i po mocnym strzale z ostrego kąta od ponownego prowadzenia dzieli nas słupek. Przełamanie przychodzi w 35 minucie po rzucie wolnym. Na miękką wrzutkę z głębi pola Wrońskiego nabiega Kowalczyk i wyciągnięty, strzałem prostym podbiciem strzela upragnioną bramkę! 2-1! Kilka minut później może być już 3-1. Po zgraniu Chernoschvetsa sam na sam wychodzi Pięta, strzela obok bramkarza, a piłka wpierw odbija się od jednego słupka, potem od drugiego i... wypada w głąb boiska. Ogromny pech Kuby. Do przerwy zatem bez zmian.

Na drugą połowę wychodzimy z jasnym nastawieniem utrzymania korzystnego wyniku i szukania kolejnych goli po długich zagraniach, z którymi Ambrozja ewidentnie sobie nie radzi. I tak choć minuty dłużyły się niemiłosiernie, zwycięstwo zbliżało się z minuty na minutę. Choć to Bogdaszowice miały inicjatywę, to nie były w stanie przebić się przez defensywnie ustawioną Polonię i wykorzystać licznych stałych fragmentów. Z naszej strony swoje szanse miał Cieżak, a pod koniec meczu także Artem i Pięta. Gwiazdą drugiej połowy niestety bardzo chciał zostać sędzia, który braki w warsztacie nadrabiał dyktowaniem niezliczonej ilości kuriozalnych fauli i wdawaniem się w niepotrzebne dyskusje z zawodnikami obu drużyn, którzy choć chcieli grać w piłkę, musieli mierzyć się z wybujałym ego arbitra. Ostatecznie ego zostało tak mocno urażone, że po kolejnej złej decyzji domagało się pokazania w rewanżu kartek – i to od razu trzech – z czego jedna była drugą żółtą pokazaną naszemu kapitanowi. Na szczęście była to już 89. minuta i mimo gry w dziesięciu w ostatnich minutach meczu wynik się nie zmienił.

Tym samym w najlepszy możliwy sposób kończymy rundę jesienną! Rundę, w której wygraliśmy 14 z 15 możliwych spotkań i po której pewnie przewodzimy tabeli A-klasy z 4-punktową przewagą nad Sokołem Smolec! Na obszerniejsze podsumowanie przyjdzie jeszcze czas, tu należy przede wszystkim pogratulować drużynie umiejętności, walki, regularności i charakteru którymi wykazywała się tydzień w tydzień przez ostatnie kilka miesięcy! To dopiero półmetek ligi, ale z taką grupą ludzi wszystko jest możliwe. Brawo Panowie!