Same osobistości

Niestety tydzień temu, z powodu wyjazdu kierownika drużyny na libację alkoholową do Grecji, opisu meczu B-klasy ze Starym Śleszowem nie było. Można to postrzegać jako spore rozczarowanie, szczególnie że na boisku pojawiło się kilku „Panów Piłkarzy”, którzy wyłapali przysłowiowy „wpierdol”, pokazując jednocześnie, że nadają się do tarcia chrzanu a nie gry w piłkę. Podobno gola życia strzelił wtedy też Workiewicz, ja tam jednak średnio w to wierzę, jako że znamy go głównie z potykania się o własne nogi i koszenia przeciwników w polu karnym, przy czym przeważnie to drugie związane jest z tym pierwszym. Gość w ogóle ma pecha, bo jego debiutancki gol w piłce seniorskiej dwa lata temu nawet nie został mu ostatecznie zapisany, jako że przeciwnicy około 60 minuty postanowili pobić sędziego i mecz ostatecznie przypadł nam walkowerem. Wracając jednak do teraźniejszości, naszym przeciwnikiem miał być Sporting Wrocław, który w rundzie jesiennej już nas ograł, kiedy na boisku grali „Panowie Piłkarze”. W tej rundzie historia mogła się powtórzyć, jako że zespół z Wrocławia po raz kolejny trafił na pauzę pierwszego zespołu. Niektórzy mają po prostu pecha.

Tydzień temu Polonia choć atak miała królewski – pod przewodnictwem Osi – pomoc książęcą (pszeniczną) – pod przewodnictwem Rozwada – to defensywa zrobiła robotę. Na mecz ze Sportingiem trener Wieczorek wyciągnął jednak prawdziwego asa z rękawa. Na boisku pojawił się Łukasz Mańturz czyli popularny Mani. A jest to postać zdecydowanie nietuzinkowa. Pamiętacie może, że król Osia gra tym lepiej im gorsza jest murawa, a strzela gole tylko gdy dostaje piłki powyżej pasa? No właśnie. Mani ma to samo tylko na defensywnym pomocniku i trzy razy bardziej. Jego ulubionym zagraniem jest odebranie piłki, stracenie jej a następnie ponowne odebranie. Lubi także w trakcie wślizgów rozmawiać ze swoimi przeciwnikami, mówiąc im „tak się bawić nie będziemy” lub bo rzekomym faulu stwierdzić, że „nie brał udziału w tej materii”. Jest to więc postać zdecydowanie kolorowa, szczególnie że ostatnio naraził się trenerowi A-klasy odmawiając wejścia na boisko. Rok temu jednak bez Maniego Polonia nie zdobywała punktów, tak więc może jeszcze czeka nas powrót syna marnotrawnego do pierwszej drużyny. A trener Obudziński obecny był ze Sportingiem na trybunach, tak więc Mani gryzł trawę jak oszalały. I tak też nawet wziął strzelanie goli w swoje ręce. Wpierw z dystansu trafił wprost w rękę przeciwnika, umożliwiając Ośce strzelenie karnego, a następnie wraz z Kowalem i Osią pograli z pierwszej piłki w środku taką akcję, że zapachniało Barceloną, która skończyła się asystą Łukasza do Karczewskiego. Gwarantuję Wam, że ładniejszego gola w tym sezonie nie zobaczycie. Następnie niestety popełniliśmy taktyczny błąd, jako że zaczęliśmy grać Ośce piłkę do nogi i tak król nie trafił z czterech metrów do bramki i do przerwy nie udało się podwyższyć prowadzenia. Przeciwnicy natomiast skorzystali z faktu, że nasz bramkarz próbował piąstkować otwartymi dłońmi, a zawodnicy broniący postanowili kryć przeciwników bez ich dotykania i do przerwy wynik zatrzymał się na 2-1. Po przerwie odpalił nam się z kolei Real i Karczewski strzela po kontrze. Wyciągamy też lekcję z pierwszej połowy i zagrywamy Ośce tym razem na baniacza, a takich sytuacji król nie marnuje. Żeby nie było jednak tak pięknie, Workiewicz po otrzymaniu polecenia z ławki by nie iść na raz, koncertowo kosi przeciwnika równo z trawą w polu karnym, stwierdzając potem, że myślał, że dosięgnie piłki. Jak już wspominałem – intelektualista. 4-2. Król jednak w tańcu się nie pierdzieli i szybciutko kompletuje hat-trika z rzutu karnego. 12 meczów, 21 bramek, 5 asyst. To nie Osia awansował z Polonią do A-klasy, to B-klasa pozbyła się go ze strachu. Pod koniec jeszcze Proszowski wybijając piłkę wypuszcza przeciwnika sam na sam i tak wygrywamy 5-3.

Bohaterem spotkania zostanie jednak nie Karczewski, Kowal czy Osia, tylko nasz bramkarz – Michał Sapota. Nikt w B-klasie dotąd nie wierzył w moc treningów, ale przypadek Michała pokazuje, że może trener Wieczorek potrafi coś więcej niż zebrać jedenastkę chłopa na mecz. Sapota zagrał bowiem 3 mecze w barwach Polonii i… żadnego nie przegrał, a zaledwie jeden zremisował. Biorąc pod uwagę, że Michał przy każdej interwencji przyprawia nas o palpitacje serca, w Bundeslidze do tej pory przegraliśmy 73% meczów, a w tej rundzie wszystkie bez niego, to zaczynam zastanawiać się czy ta B-klasa to nie są jakieś jaja, albo czy Sapota nie jest jakimś pieprzonym szamanem, bo tego się logicznie wytłumaczyć nie da. Tak czy siak po takich osiągnięciach zasłużył na prawilny przezwisko i stanęło na TEDE. Raz, że jest gruby, a dwa, że zamyka mordę hejterom. Joł.