Powrót króla

Pierwsze znaki, że w meczu ze Zrywem może być coś nie tak, zaczęły pojawiać się już po naszym najlepszym występie w sezonie w Pławnej (0-5 w dupala). Goście z Chociwela chyba usłyszeli, że wszyscy leją Polonię i w ramach zmotywowania nas do zebrania się puścili plotę, że nie przyjadą w jedenastu. Trener Wieczorek tak się przestraszył pierwszych punktów, że szybko puścił maila do związku „to nie dla mnie”, kupił bilet i wyleciał do Barcelony. Nasz kołcz od dziecka zakochany jest w tiki-tace, zroszonej murawie i kulturze boiskowej, dlatego prawdopodobnie z hukiem spadniemy do C-klasy.

Kolejny sygnał, że możemy walczyć o pełną pulę to niestety konieczność opuszczenia Estadio Bielany, na którym w tym sezonie ani jednej z drużyn Polonii nie udało się zdobyć nawet punktu. Na nic mozolne nawożenie piachu po nocach, byle tylko nie dało się u nas grać piłką. Na nic przecinanie zraszaczy. Wybiła godzina obywatelskiego obowiązku, całe Kobierzyce głosują na Pacholika, bo buduje nowe boisko dla Polonii (lub dlatego, że nie ma kontrkandydata) a szkoła zamknięta. Konsternacja. Jakie boisko może być równe pechowe jak nasza lokalna plaża przy szkole? Na szczęście pech Bielan promieniuje nie tylko na naszą drużynę, ale też zaprzyjaźnione. Miedzian, znajomy trenera, od początku sezonu pluje sobie w brodę, że zakładał z nim biznes, bo jego kochany Jaksonów solidarnie z nami wszystko w ryj. Tak czy inaczej ten który zastał Jaksonów drewniany a zostawi murowany, rozumie nasze boleści i w ramach dołożenia cegiełki do naszej cudownej formy, udostępnił nam boisko równie pechowe jak nasze.

Jednak zdecydowanie najgorszą informacją ze wszystkich był powrót króla – Osi. Michał, po tym jak poczuł krew w B-klasie, niestety stwierdził, że w A mija się z powołaniem, wykosił biednego zawodnika Osieka i tak oto możemy cieszyć oczy grą króla przez najbliższe cztery mecze. Wrócił Pan na włości.

Dlatego przed meczem trzeba było się pocieszać. „Pany, nie od takich dostawaliśmy”, „może i Osia jebnie pięć goli, ale dwa na naszą”, „oni są trzeci w tabeli, nawet w ośmiu nas pojadą”. Dobra, ustalanie składu:

- Darek tu, ty tam, Rudy z przodu, bo nie ogarnia, a Grzesiek tu.

- Ekhm. Jestem Daniel.

- Jak Daniel?

- Grzesiek to mój brat bliźniak.

- A to ty jesteś obrońcą?

- Tak.

- O, no to nawet lepiej!

Polonia ma tylu braci, że już trenerowi się pojebało i myślał, że powołał drugiego. A tu proszę, niespodzianka! Dobra, biorę protokół, zmieniam imię.Data urodzenia?Wszyscy patrzą na mnie jak na debila.No muszę zmienić.Daniel zastanawia się czy tu rzeczywiście wszyscy są upośledzeni.Eee… jesteśmy bliźniakami, mam godzinę podać?No tak, jak widać kompromitować potrafię się nie tylko na boisku.

Co do meczu to jednak okazało się, że goście przyjechali w czternastu, tym samym ratując nas od kompromitacji. Standardowo od razu wyłapujemy brameczkę i znów staje się coś dziwnego. Zaczynamy… stwarzać sytuacje. I to nie jedną. I nie byle jakie. Walimy sam na sam, na pustą, z 3 metrów i wszystko zamiast w bramkę to bramkarza. Ja rozumiem, że większość z nas pierwszy raz w życiu jest sam na sam, ale kurde… Król niestety dostaje wszystko na nogę więc też nic. Po przewie znów standardzik. 2-0 i 3-0 a my wciąż ładujemy piłkami w bramkarza jakby to był jakiś Pikachu. Chłopaki, Pokemon Go już wyszło z mody! W 87 minucie wreszcie zaczynamy grać lagę i to jest to co Osia lubi najbardziej. Ciach z dyńki raz, ciach dwa. Z 0-3 na 2-3 a jeszcze czas doliczony! Ale to by była beka, jakbyśmy w ten sposób zdobyli punkt, ale po cuda to na film a nie mecz Polonii II Bielany. My preferujemy formę stabilną. Dziesiąty mecz w dupe. Czy to już kryzys?