Od pierwszej porażki po rekordowe zwycięstwo!

Minione dwa tygodnie stoją pod znakiem dwóch zupełnie różnych twarzy Polonii. W sobotę 31 października mierzyliśmy się z wiceliderem – STS Sokołem Smolec, by tydzień później podejmować u siebie mocno osłabioną Spartę Miłcz. Pierwszy mecz to bardzo ważny pojedynek na szczycie, drugi to kolejna potyczka o 3 punkty z ligowym rywalem. Niestety dla Sparty, porażka z Sokołem zdecydowanie odbiła się na naszej chęci do strzelania bramek. A konkretniej ich 17.

Z oddolnej inicjatywy zawodników pierwszej drużyny, chcemy również wyrazić wsparcie kobietom walczącym pokojowo o poszanowanie swoich praw. Jest to nasze, nienarzucone przez nikogo zdanie na temat trwających protestów. Drogie Panie, jesteśmy z Wami!

Wracając jednak do pierwszej naszej porażki w sezonie, trzeba napisać, że była ona niestety zasłużona. Sokół Smolec już w poprzednim roku był o krok od awansu, który wymknął im się z rąk po rzutach karnych w meczu barażowym. STS zatem od początku sezonu uważany był za zdecydowanego faworyta do awansu i stanowił dla reszty zespołów punkt odniesienia. Ostatecznie potknięcie ze Zjednoczonymi Szczepanów i nasza niespodziewana seria 11. meczów bez porażki doprowadziła do sytuacji, w której przed meczem ze Smolcem przewodziliśmy tabeli i to na Sokole teoretycznie ciążyła presja zwycięstwa. Presja, która zdecydowanie mu się przysłużyła.

Zmobilizowany STS zagrał bowiem świetny mecz i już od pierwszych minut widać było, że to gospodarze meczu rozgrywanego w Smolcu są bliżej strzelenia gola. Zdecydowanie nie pomogły także dwie kontuzje Obudzińskiego oraz Chernoshvetsa w pierwszych 15 minutach gry. Choć świetną sytuację sam na sam miał Machnik, a kilka razy groźnie strzelał Wroński, to jednak to Sokół regularnie stwarzał zagrożenie pod bramką Wieczorka, z której ratowały nas nie tylko świetne interwencje Kuby lub obrońców, ale też duża nieskuteczność napastników rywala. Do przerwy 0-0. Po przerwie niestety w 15 minut tracimy 3 bramki, każdą po stałym fragmencie gry. Po pierwszej bramce z rzutu rożnego która pada 2 minuty po rozpoczęciu drugiej połowy, stan meczu może wyrównać Pięta, jednak wychodząc sam na sam z bramkarzem strzela prosto w niego. Na domiar złego zaraz potem pada kolejna bramka dla Smolca, tym razem po krótko rozegranym rzucie wolnym i sytuacyjnym strzale tuż zza szesnastki. 0-2. Po golu z boiska schodzi kontuzjowany Wroński i wiadomo już, że ciężko będzie powalczyć o korzystny wynik. I tak kilka minut później wynik na 0-3 ustala kolejny gol z rzutu rożnego. Sokół trochę się rozluźnia, dobrą sytuację ma znów Pięta oraz wprowadzony Boiko, ale akcje nie dają efektów bramkowych. Ostatecznie ze spotkania musimy wyciągnąć parę ważnych lekcji na wiosnę i na kolejny pojedynek z rywalem ze Smolca. Bez osłabień, na swoim boisku, z lepszym nastawieniem oraz nowymi doświadczeniami wrócimy zdecydowanie silniejsi. Nie można jednak oczekiwać punktów z wiceliderem tracąc trzy bramki po stałych fragmentach.

Tydzień później, podrażnieni pierwszą porażką w sezonie, podejmowaliśmy u siebie osłabioną problemami zdrowotnymi Spartę Miłcz. I trzeba przyznać, że nie mieliśmy dla gości najmniejszej litości. W obliczu średnio dysponowanego przeciwnika zaprezentowaliśmy wręcz koncertową grę, prowadząc do przerwy 7-0, a w drugiej połowie strzelając kolejne 10 bramek. Wszystkie w pełni zasłużone i po ładnych, składnych akcjach. Takie mecze można wygrywać wysoko, bardzo wysoko, a można też wygrywać 17-0. Ogromne brawa dla zawodników za determinację i zaangażowanie do ostatnich minut. Nikt już prawdopodobnie nie pamięta wszystkich bramek, stąd niecelowe jest ich opisywanie, głównymi aktorami sobotniego widowiska byli jednak m.in. Pięta z 6 bramkami, Dudek z 4 bramkami oraz Cieżak z 3. Niezwykle cieszy także gol i asysta debiutującego w barwach Polonii Filipa Inglota. Nieobecnym zawodnikom gości życzymy natomiast szybkiego powrotu do zdrowia.

Do rozstrzygnięcia pozostaje jednak wciąż jedna kluczowa kwestia. Czy wynik 17-0 to najwyższa w historii wygrana Polonii? Odpowiedź na to pytanie brzmi... TAK, ale ex aequo! 20 października 2013 roku, taki sam wynik padł bowiem w meczu B-klasy, w którym Polonia podejmowała LZS Magnice i była równie niegościnna. Na obecnym szczeblu rozgrywek nigdy jednak tak wysoko nie wygraliśmy – stąd Panowie – chapeu bas!