Niewykorzystane sytuacje się mszczą...

Przed meczem z Kolektywem wiedzieliśmy czeka nas trudne zadanie powalczenia o punkty z aktualnym liderem tabeli. Mimo to nie raz udowadnialiśmy, że paradoksalnie lepiej gra nam się z trudniejszymi drużynami, toteż nie zamierzaliśmy się poddawać, tym bardziej że sytuacja w tabeli na obecną chwilę przedstawia się dla Polonii bardzo niekorzystnie.

I rzeczywiście, od początku mecz był bardzo wyrównany. W pierwszych minutach to Kolektyw dłużej utrzymywał się przy piłce, nie umiejąc jednak poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Wieczorka. Ataki obu drużyn kończyły się głównie na rzutach rożnych, z których wiele nie wynikało. Około 17. minuty dobrą sytuację ma Artem. Przejmuje na 30 metrze piłkę źle zagraną przez przeciwnika, wpada w pole karne gości i ze skraju szesnastki oddaje mocny, ale niestety bardzo niecelny strzał. Staramy się atakować rywala, jednak w 25 minucie Kolektyw niespodziewanie wychodzi na prowadzenie. Po rozegraniu piłki z autu, pomocnik Radwanic przy biernej postawie obrońców i pomocników swobodnie prowadzi piłkę przed polem karnym i idealnym zagraniem w uliczkę wyprowadza kolegę sam na sam z bramkarzem. Napastnik rywala się nie myli i mamy 0-1. Staramy się odpowiedzieć, jednak mamy problemy ze stworzeniem sobie klarownych sytuacji. Z półobrotu próbuje Pięta, jednak niecelnie.

Obraz gry w drugiej połowie zmienia się, ponieważ… to my zaczynamy przeważać. Wpierw długą piłkę zagraną w pole karne przejmuje Artem, świetnie znajduje miejsce w polu karnym i z groźnej pozycji oddaje znów niecelny strzał. 52. minuta przynosi jednak zasłużone wyrównanie. W akcji prawą stroną Szałaj podaje do zbiegającego do linii bocznej Wójcika, ten odgrywa do wbiegającego na wolną przestrzeń Pięty, który świetnie zabiera się z piłką i dośrodkowuje spod linii końcowej. Zagraną piłkę bramkarz Radwanic strąca wprost pod nogi Artema, a ten pewnym strzałem umieszcza ją w siatce! 1-1! Staramy się iść za ciosem, jednak to skrzydłowy Radwanic korzystając z nieporozumienia obrońców i wychodzi na dobrą pozycję strzelecką, na szczęście za szybko decyduje się na strzał. Kilkanaście minut później pada nawet nieuznany gol dla gości po dośrodkowaniu na pole karne, po tym jak piłka nie zostaje dobrze wybita po rzucie rożnym. Sędzia liniowy pokazuje jednak, iż strzelec bramki znajdował się na spalonym. W ostatnich piętnastu minutach, to my zaczynamy stwarzać sobie natomiast klarowne sytuacje. Wpierw z ostrego kąta próbuje Pięta. Potem przejmujemy piłkę zagraną z autu i po zgraniu Artema do Kowalczyka, ten drugi wpada w pole karne i mając przed sobą tylko bramkarza oddaje niecelny strzał. Chwilę później Kowal ma kolejną setką, tym razem nie udaje mu się wykończyć idealnego dośrodkowania zmierzającego na około 7-8 metr od bramki. Niestety niewykorzystane sytuację się mszczą i tak było i tym razem. 81. minuta, Radawanice rozgrywają krótko rzut wolny i zawodnik gości decyduje się na strzał z 25 metra. Piłka niefortunnie odbija się od zawodnika Polonii i spada idealnie między obrońców i bramkarza… wprost pod nogi wbiegającego napastnika. Ogromny pech i niestety 1-2. Nie poddajemy się i chwilę później mamy doskonałą szansę na wyrównanie. Wygrywamy przebitkę w polu karnym i Kowalczyk stojąc na szóstym metrze uderza w słupek. Dobitki z jeszcze bliżej odległości próbuje Pięta, jednak bramka Kolektywu jest już dla Polonii zaczarowana. Chwilę później po krótko zagranym rożnym Radwanice przejmują piłkę i wyprowadzają szybką i skuteczną kontrę. 1-3. Artem strzela jeszcze gola na 2-3, ale jak sygnalizuje sędzia, znajduje się na spalonym.

Tym razem ustrzegliśmy się błędów indywidualnych, ale niestety był to mecz idealnie pasujący do określenia "niewykorzystane okazje się mszczą". Ostatecznie stworzyliśmy więcej dogodnych sytuacji niż Radwanice, ale to oni wykorzystali swoje szanse. I o ile sama postawa zespołu w spotkaniu z liderem była naprawdę świetna, to jednak znów nie możemy wstrzelić się w bramkę rywala. Tym niemniej z taką grą jak zaprezentowaliśmy w niedzielę, trzy punkty prędzej czy później na pewno przyjdą. Z Ludowem ostatnia szansa by odbyło się to „prędzej” – czy raczej – wreszcie.