Koniec świata

Na początku trochę liczb. 14 meczów bez punktów. 17 meczów bez zwycięstwa. 63 bramki stracone. 0 punktów po 10 kolejkach. Wyjście tą samą jedenastką… ani razu w całej swojej historii.

Polonia II Bielany pewnie biła wszystkie rekordy. Jednak wszystko to na nic. W niedzielne popołudnie cały nasz wysiłek, całe zapraszanie okolicznych ogórków do drużyny, zatrudnianie trenera, który chce grać tiki-takę, kierownika, który jedzie zawodników w opisach, prezesa, który wywiera presję na meczach, wszystko to na marne. W niedzielnie popołudnie postanowiliśmy przejechać się po Magnicach. I to nie Fiatem 500 tylko pieprzonym Tirem. W porównaniu do derb gminy Kobierzyce, El Clasico to był wyrównany mecz. Suarez strzelił hat-tricka? Ogórek. Jak założymy trzecią drużynę to może się załapie na ławkę. Osia po raz kolejny zajebał cztery bramki. I dorzucił asystę. Żeby nie było, że pazerny. Ter-Stegen? Ręcznik. Na treningu może piłki podawać. Wieczorek tak wkurzał lokalnych kibiców, że swoim Passatem TDI podjechali za jego bramkę i stamtąd wyzywali go od kobiet lekkich obyczajów. Gerard Pique? Manekin. Krzysztof Chajęcki, rocznik około 70, prezes, skończył karierę w poprzednim sezonie, nie dość, że zrobiłby go na hajs, ograł 1-1, to jeszcze odwalił crossbar challenge, żeby mu przykro nie było. Tak moi drodzy. To nie żarty. Zdobyliśmy pierwsze punkty od 27 maja. Pierwsze zwycięstwo od 6 maja. Że niby przyjechaliśmy A-klasą? Nic z tych rzeczy. Ci sami goście co dostawali w dupę 17 meczów z rzędu, teraz odwalili Barcelonę. Jak to możliwe? Potrzymaj mi piwo.

Po pierwsze trener Wieczorek od kiedy dowiedział się jaka jest pora meczu, od razu myślał, jak MKS przekręcić. Wieczoras, jak z resztą pamiętacie, tydzień temu wyleciał do Barcelony „poprawić swój warsztat” i choć nikt nie spodziewał się, że się czegoś nauczy, co najwyżej pogorszy swój stan wątroby, to jednak umocnił swoją miłość do Blaugrany. Co to ma wspólnego z Derbi Kobierzyce? Otóż trener Magnic postanowił przełożyć mecz na 15.00. A Barca gra 16.15. Trenera telepie. Może zalać boisko, może przyjechać w tym kolorze co oni? Chociaż niech broni ktoś inny! Niestety dla MKSu żadna z tych rzeczy nie ma miejsca. Kebzi w takim razie mści się w jedyny możliwy sposób. Układa taktykę – gramy na Osię.

Po drugie na mecz nie przyjeżdża Rudy. Brycki przebojem wdarł się do pierwszego składu – był od dołączenia do drużyny na wszystkich treningach, które niestety nic mu nie dają. Jednak wreszcie Kuba postanowił odwalić B-klasę i walnąć bombę dzień wcześniej. Jako że w przeciwieństwie do nas nie umie jeszcze grać na dyngsie, to problemy ze wstaniem kończą się ciężarami na chacie. Mama zabiera Rudemu kluczyki od auta i każe sprzątać kibel, toteż Brycfan dojeżdża już po rozpoczęciu meczu.

Wychodzimy więc na mecz, trochę pada, murawka zroszona, boisko w bardzo dobrym stanie. Niestety to nie są warunki dla Osi. On musi grać na klepisku. Dostać piłkę na jaja. Wszyscy wątpią w taktykę trenera, toteż… gramy piłką. Pan do pana. Zaczynamy też… przeważać. Nikt nie wie o co chodzi, Chajęcki wali więc bombę z 40 metrów i jeb poprzeczka. Chwilę później z 10 metra to samo. Bomba i jeb – poprzeczka. A jako że specjalistą od bomb jest Rudy, to od razu pojawia się na ławce rezerwowych. Nad boiskiem zaczyna unosić się zapach alkoholu i to jest środowisko, w którym odnajdujemy się najlepiej. Ciach dośrodkowanie i piłka ląduje pod nogami Żmijowskiego, który wykańcza akcję. Ciach rzut rożny, Osia standardowo na wślizgu i jest już 2-0! Brycki umiera na ławce, a my żyjemy na boisku. Po przerwie trener widząc co się dzieje robi szybką zmianę taktyczną. Brycfan z ławki na rozgrzewkę. To dodatkowo pobudza nasze receptory węchowe i wtedy nadchodzi czarna godzina dla Magnic. Ośka szybko podbiega sztachnąć się przy linii, dostaje piłkę… i asystuje do Denkiewicza. Chwilę później Walczak przybiega zaciągniąć się oparami… i wyrzucany przez niego aut przelatuje aż na drugi słupek prosto do Osi. Proszek, który akurat biega cały czas na boku, w końcu też nie wytrzymuje, wygrywa pierwszy raz w życiu główkę a… znikąd wyrasta oczywiście Król i kompletuje hat-trika. Denkiewicz po drugiej stronie, wkurzony, że sam jest najdalej odRudego, dośrodkowuje na Osie a ten oczywiście z baniacza strzela swoją czwartą bramkę. 65 minuta, 6-0, Brycki trzeźwieje, a my się uspokajamy. Na koniec tylko jeszcze Darek, przebiegając koło Kuby, który jest już na boisku, wyczuwa ostatnie wspomnienia zeszłej nocy i na ostatnich oparach geniuszu Rudego strzela na 0-7.

W ten oto sposób, przez najgorszą na świecie porę meczu, libację alkoholową Jakuba i oszałamiającą formę Króla, kończymy naszą piękną serię. Cóż, każdy może mieć gorszy dzień…