Estetycznie rozjechani

Po trzech meczach, gdzie wydawało się, że potrafimy grać w piłkę, wreszcie Polonia II Bielany wraca do korzeni i pokazuje to za co wszyscy (z wyjątkiem prezesa) ją kochają. Dostawanie wpierdolu.

Że może nie być kolorowo uświadomił mi już Oskar tuż przed meczem, gdy zapytał, czy wiadomo, czy goście dojadą. Generalnie takie pytanie często jest zasadne, szczególnie że jakiś manekin co ustalał składy grup przydzielił Bielany Wrocławskie do grupy strzelińskiej. Nie no, nie ma to jak godzinny dojazd na mecz. Widać, że nie tylko zawodnicy, ale też osoby odpowiedzialne za B-klasę są cofnięte w rozwoju. Tak czy inaczej w niedzielę przyjeżdżał do na Esthetic Ludów Śląski, który… jest liderem naszej Serie B. Oskar poinformowany o tym fakcie tylko wzruszył ramionami i stwierdził, że nie śledzi tabeli. Oj może być ciekawie.

Problemem był też brak naszego Xaviego Hernandeza środka pola. Tomek Borowski – bo o nim mowa – dziwnym trafem zawsze jak gra, to gramy też i my i jako jedyny członek zarządu jest w naszej drużynie nie tylko dlatego, że nie ma nas 11. Z trenerem Wieczorkiem, od razu jak Borowski pojawił się w połowie rundy, daliśmy mu opaskę i trzeba przyznać, że z powrotem zajarał się kopaniem po czołach w B-klasie. Niestety treningi mamy w poniedziałek, a Tomi dochodzi do siebie po meczu co najmniej 3 dni, to na treningach akurat go nie widujemy. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Tym bardziej, że jeśli chodzi o treningi to dotyczy to całej reszty drużyny.

Apropo dochodzenia do siebie do z Holandii wrócił Rozwad. Chłop ma złotą lewajkę, także trochę się zajaraliśmy (Rozwad już był zjarany), że wraca nasz etatowy skrzydłowy. Rozwi ponadto jest ikoną B-klasy. Chodzi w koszulkach Polskiej Myśli Szkoleniowej, wali co najmniej 9 browarów przed meczem a i tak jest najlepszy na swojej pozycji. Zawodnik idealny. Niestety trafiło akurat na jego urodziny, które postanowił zacząć świętować już dwa dni wcześniej, stąd jego obecność na meczu była wątpliwa. Ostatecznie Rozwad nie wstał nawet na drugą połowę, a szkoda, bo przeważnie jak trzeźwiał w okolicach 70 minuty to wygrywał nam mecze.

Jako, że Król pauzował też za kartki, bramkarz poinformował nas, że go nie będzie o 2 w nocy, to szanse na punkty niestety nie były za duże. Wieczorek też na bramce stanąć nie mógł i tak trzeba było sięgnąć po plan D. Albo i E. Patryk Wierzęć musiał się zezWierzęcić. I popularny Koniu po tym jak okazało się, że w Śląsku rzeczywiście grał, ale w żakach i na bramce, w awaryjnych sytuacjach przeobraża się z konia w kota i stara się przypomnieć, jak się łapie piłkę w ręce. Czasami nawet nie wychodzi mu to źle.

Cel był więc prosty. Dzień wcześniej A-klasa przejechała się po Turze 9-1, to musimy mieć pozytywny bilans bramkowy na koniec tygodnia. Pierwsze minuty i Denkiewicz coś tam próbuje piętek, dryblingów, więc prezes, zwolennik prostej piłki, szybko komentuje, że jak grał w „lidze”, to trener zawsze mówił, żeby grać to co umiemy, a nie się bawić w Ronaldinho. Wieczorek szybko podchwytuje: „Pany, grajmy to co umiemy!”, a jako że najlepiej wychodzi nam stanie w miejscu, to szybciutko dostajemy dwie brameczki. W przerwie dobra informacja, bo okazuje się, że strzelili nam jeszcze tylko jedną, a część myślała, że dwie. Liverpool odrobił 3-0 to my nie potrafimy? Tak zmotywowani w 10 sekundzie dostajemy na 4-0 i wszystko wraca do normy. Tak generalnie to nawet coś tam próbujemy grać piłką i stwarzamy sobie parę sytuacji, ale jako że tylko Król umie je wykorzystywać, a reszta raczej nie gustuje w golach, to raz Żmija potyka się o piłkę, Denkiewicz podaje do bramkarza, a Karczewski dalej się zastanawia jakim cudem nie strzelił niczego w A-klasie dzień wcześniej. Pod koniec Esthetic jednak stwierdza, że 4 to każdy może przyjąć, to kończy na 7. Ostatecznie więc nasi dzielni gladiatorzy bronią honoru Polonii w ten weekend, bo bilans bramkowy tygodnia zatrzymuje się na 9-8 dla zespołów z Bielan. Mission accomplished.