Elementarz

W zapowiedzi pisałem, że Polonia II Bielany z Magnicami gra o trzy punkty, jednak rzeczywistość okazała się brutalna, toteż warto rozebrać tę porażkę na elementy i przeanalizować co się stało.

Przede wszystkim warto wspomnieć, że mecz z Magnicami to już chyba derby. Dowiedzieliśmy się o tym rok temu, gdy kibice gości zgotowali u siebie oprawę z racami, a następnie wyzywali nas od „laluń” ze stojących przy boisku Passatów TDI, zatem w tym roku do pojedynków z rywalem postanowiliśmy podchodzić hmm... poważniej. Z elementem walki. Dlatego pół roku temu na wyjeździe odnieśliśmy pierwsze zwycięstwo od... dwudziestu meczów i to w pięknym stylu, bo 0-7. Niestety w niedzielę żar lał się z nieba, ławka szeroka – biegało się krótko mówiąc ciężko. A trzeba przyznać, że Magnice hodowane na elemencie świeżego mleka, trochę nas kondycyjnie wyjaśniły. Zresztą w ogóle mam wrażenia, że długość naszej ławki jest odwrotnie proporcjonalna do jakości naszej gry. Nagle tego zaczyna coś boleć, ten czuje się zmęczony, ten w sumie mówi, że może usiąść. Element jaj, Panowie!

Na szczęście Rozwad elementu fantazji nie stracił i już tradycyjnie swoim kopytem załadował bramkę na 1-1 ze skraju pola karnego tuż przed przerwą. Niestety po przerwie Rozwi wciąż przeżywał swojego gola i opadł z sił, które odzyskał dopiero w 70 minucie, gdy dowiedział się, że może grać na napadzie. Niestety przed tym faktem za strzelanie goli wzięli się nasi obrońcy, którym jednak powaliły się bramki. I tak pięknym wślizgiem samobója ładuje Mano, a następnie w podobnym stylu do kolegi dołącza Walczak. W połączeniu z elementem nieskuteczności, który trapi nas już od paru kolejek wyszła z tego trochę piękna katastrofa i elementu punktów zabrakło.

Po meczu za to nie zabrakło elementu kreatywności, jako że Magnice uraczyły nas przyśpiewką, którą chyba podchwycili od Domasławia, bo w „jebnął dziadek babkę młotkiem w łeb – jeb, jeb, jeb” goście podmienili dziadek na Magnice a babkę na Bielany i choć rymowało się to średnio, to trzeba przyklasnąć inicjatywie walki z przemocą w rodzinie. Swoją drogą kiedyś sama Polonia miała ciekawy okrzyk i to na dwa głosy: „Co to jest? - Wojna! - Kto ją wygra? - Polonia!”. Niestety stracił on swoją magię, gdy pewnego razu kapitanem został Worek i zamiast czekać na odpowiedz kolegów po pierwszym pytaniu, wypalił od razu „Co to jest wojna?!”. Dlatego od tego czasu używamy prostszego do zapamiętania „Polonia! – HEJ!”. Znów – element walki z konfliktami zbrojnymi.

Po meczu jednak przyszedł czas na najważniejsze elementy. Catering. A w nim: grill węglowy, gięta z elementem tłuszczu i elementem pieprzu. Można wybrać sobie nawet wielkość i poziom przypieczenia. Element świeżych warzyw był niestety tylko na boisku, na grillu ogórki były tylko konserwowe. Poza tym w ramach punktów za obsługę uścisk ręki prezesa. Ekipa Stadionowych Rewolucji redakcji Weszło byłaby zadowolona – my byliśmy na pewno.